Wpisy

Powrót do „normalności” czy eksperyment?

Polskę obiegła dziś wiadomość o możliwości uruchomienia opieki w placówkach oświatowych, a konkretnie w żłobkach i przedszkolach. Internet huczy, serwisy informacyjne w przerwie od tematu wyborów (a raczej głosowania) powtarzają słowa wypowiedziane dziś przez Premiera, rodzice zacierają ręce, nauczyciele i dyrektorzy łapią się za głowy. Mniej więcej tak to wygląda. Niestety. Emocje wzięły górę w środowisku nauczycielskim i trudno się temu dziwić.

Zanim zabrałam się za napisanie czegokolwiek na ten temat, sama musiałam ochłonąć i poukładać sobie choć trochę wszystkie związane z tym tematem sprawy. Ale nie ukrywam, że nie do końca się z tym uporałam, dlatego też proszę wybaczyć ewentualny chaos. W momencie, gdy sytuacja zakrawa o absurd, trudno zachować spokój, a emocje trzymać na wodzy. Chaos, szok, niedowierzanie, miliony pytań bez odpowiedzi. Tak bym to podsumowała. Ale do rzeczy.

Od 6. maja otwarte zostaną przedszkola i żłobki. Charakter ich działalności będzie miał stricte opiekuńczy. Wszystko ma zostać przeprowadzone zgodnie z reżimiem sanitarnym i zachowaniem obostrzeń dotyczących ograniczenia bliskiego kontaktu i niegromadzenia się, a rządzący zapewnią dostęp do środków bezpieczeństwa i higieny. Brzmi nieźle. Ale to w zasadzie wszystko, co zostało powiedziane na ten temat. Co dalej? Nie wiadomo. Jeżeli sytuacja związana ze wzrostem zachorowań będzie się pogarszać, istnieje możliwość powrotu do całkowitego zamknięcia placówek. Puśćmy więc nauczycieli i dzieci, sprawdźmy, co się stanie. Jak nie będą chorować – spoko, jak się wszyscy pochorują – cofniemy i mówi się trudno. Chciałabym zaznaczyć, iż placówki oświatowe zostały całkowicie zamknięte, gdy liczba zachorowań w Polsce nie przekraczała 100 (mogę się mylić), a otwierane są, gdy liczba zachorowań waha się między 300 a 500 przypadków DZIENNIE!!! Przyczajona logika. Oczywiście rozumiem powód jako taki – uruchamianie gospodarki, która jest w opłakanym stanie, dlatego też ruszają galerie handlowe, bo jak bez nich żyć, skoro do tej pory stanowiły główne miejsce rozrywki i zapewniały większości ludziom możliwość spędzania wolnego czasu – nie czarujmy się, to właśnie tam spora część rodzin spędzała wolne weekendy. Jak jest w końcu z tym szczytem zachorowań? Za nami, przed nami czy jest teraz? Łapię się za głowę i jestem pełna obaw – nie wyobrażam sobie powrotu do pracy, a w mojej głowie aż szumi od natłoku myśli i pytań, które wciąż pozostają bez odpowiedzi. Boję się, choć nie jestem w grupie ryzyka. Boję się nie tylko o siebie, ale również o swoje koleżanki oraz wszystkich nauczycieli, a szczególnie tych starszych, których w naszym kraju jest najwięcej. Dlaczego? Może ktoś z Was będzie umiał odpowiedzieć na moje pytania.

  1. Kto i jak zadecyduje, które dzieci będą miały zapewnioną opiekę w żłobku i przedszkolu?
  2. Ile dzieci będzie przypadało na jednego nauczyciela?
  3. Jak będzie wyglądała procedura przyprowadzania i odbierania dzieci z przedszkola?
  4. Skoro rodzice pracują do późnych godzin, to czy mają dzieci odbierać dziadkowie, którzy są w grupie wysokiego ryzyka?
  5. Czy dzieci będą musiały używać maseczek? Jeśli tak, to jak często należy je zmieniać?
  6. Jak sprawić, by dzieci przez cały dzień bawiły się z zachowaniem odpowiedniej odległości?
  7. Czy nauczyciel ma zachować odstęp dwóch metrów od dziecka w trakcie sprawowania opieki?
  8. Kto odpowiada za ewentualne pojawienie się choroby? Rodzic, nauczyciel, dyrektor?
  9. Kto i jak często będzie dezynfekował zabawki?
  10. Czy nauczyciel może pomagać dzieciom w czasie ubierania się i rozbierania?
  11. Czy można pomóc dziecku w toalecie przy czynnościach higienicznych?
  12. Jak wyglądać ma kwestia wychodzenia na podwórko?
  13. Jak ma wyglądać kwestia przygotowania posiłków i ich spożywania?
  14. Co należy zrobić, gdy dziecko kaszle, kicha lub ma katar?
  15. Gdy dziecko upadnie, to czy nauczyciel może przytulić dziecko?
  16. Jak będzie wyglądało korzystanie z toalety?
  17. Czy nauczyciele będą mieli dostęp do testów na COVID-19, jako że będą pracować w stałym kontakcie z innymi osobami, szczególnie z dziećmi, które uważa się, że najbardziej przenoszą koronawirusa mimo że chorują rzadko?
  18. Czy nauczyciel ma jednocześnie sprawować opiekę i prowadzić nauczanie zdalne dla tych, którzy do przedszkola nie chodzą?
  19. Jak wytłumaczyć dziecku, że należy zachować dystans?
  20. Gdzie wyrzucać maseczki i rękawiczki, a nawet zwykłe śmieci, tak, aby nie stanowiły zagrożenia?

    Pytań pewnie jest jeszcze wiele więcej.

Otwórzmy placówki. Niech organ prowadzący i dyrektorzy niech się głowią nad tym, jak rozwiązać wszystkie problematyczne kwestie. Przecież jest cały tydzień, nieważne ze po drodze majówka.

Z jednej strony wizja znoszenia obostrzeń bardzo mnie cieszy – sama w sobie. Jednak znoszenie obostrzeń teraz jest dla mnie decyzją absurdalną i śmiem twierdzić, że jesteśmy obiektami poddanymi eksperymentom szalonych naukowców z Warszawy. Nauczyciele mają wrócić do pracy, opiekować się dziećmi, jako dowód na to, że jest coraz lepiej. Aktualnie mamy 12 640 zachorowań (dziś 422) i 624 zgonów (dziś 28). Znaleźliśmy się w idealnym czasie na takie rozwiązania, czyż nie? Absurd goni absurd. Z jednej strony rodzice się cieszą, bo będą mogli oddać dzieci i wrócić spokojnie do pracy. Nie ukrywajmy – zewsząd dochodzą nas głosy, że rodzice mają już dosyć, nie wiedzą co robić z dzieckiem, które roznosi energia, bo już dawno nie byli razem aż tyle czasu. Hm… Place zabaw zamknięte, a przedszkola i żłobki otwarte. Gdzie jest logika, ja się pytam?

Wielu nauczycieli ma małe dzieci, na które pewnie będzie przysługiwała opieka. Starsi nauczyciele są w grupie ryzyka. A co z tymi bezdzietnymi, którzy w grupie ryzyka nie są? Będą ciągnąć całą działalność placówki na dwie zmiany? Koniec końców, jeżeli takich nauczycieli zostanie dwóch, to placówkę otworzy się np. dla 6 dzieci?

Nie otwiera się przedszkoli i żłóbków, by umożliwić dzieciom powrót do kolegów i koleżanek, a nauczycielom ustabilizować sytuację. Otwiera się te placówki, by rodzice wrócili do pracy i za przeproszeniem – hajs się w kraju zgadzał. Ale – jakim i kogo kosztem to wszystko? Czy naprawdę warto JUŻ?!

Trzymajmy się razem! Samego zdrowia, spokoju ducha i braku dodatkowych nerwów – o ile się da!

Facebook Comments Box

32 thoughts on “Powrót do „normalności” czy eksperyment?

  1. Pozwólcie, że również się wypowiem. Będzie długo, ale nie potrafię inaczej. Jestem nauczycielem w przedszkolu, własnych dzieci nie mam, więc na temat tego, czy są udręką w domu się nie wypowiem. Wiem jednak jak funkcjonuje przedszkole. Uwierzcie mi, ja chcę jak najszybciej wrócić do pracy! Praca, którą wykonuję zdalnie zabiera mi 3 razy więcej czasu niż normalna, a daje 5 razy mniejsze efekty. Rodzice widzą tylko to, że o godz. 9 pani wstawia film lub animację i do tego krótki opis lub propozycję wykonania pracy plastycznej. Nikt nie zastanawia się, że ten film trzeba nagrać, zmontować, podłożyć ścieżkę dźwiękową, a żeby to zrobić tak, aby przynajmniej trochę było to atrakcyjne dla dzieci to trzeba mieć do tego odpowiedni program, który najpierw trzeba zainstalować, wypróbować, a później wykupić licencję, żeby można było go opublikować bez żadnych wodnych znaków, reklam itp. Ostatnio 4 minutowy film przygotowywałam przez bite 5 godzin. Żeby go upublicznić na fb wgrywał się 1,5 godziny. Zapytacie, skoro tworzę takie super filmy to dlaczego tego typu zajęcia są mniej efektywne? a no dlatego, że w przedszkolu dzieci uczą się przez działanie i wspólną zabawę. My rozmawiamy, dyskutujemy, rozwiązujemy problemy. Zapytacie dlaczego w takim razie nie prowadzę zajęć online, żeby mieć kontakt „na żywo”? A no dlatego, że rodzice nie są w stanie włączyć dzieciom laptopa i wejść na spotkanie na zoomie wszyscy o tej samej godzinie. Rodzice mają swoje obowiązki. Dzieci śpią różnie, jedne wstają o godz. 6, a o 10 już mają drzemkę, a inne wstają o 11. To jest zupełnie inny rytm dnia niż w przedszkolu. Poza tym, przez cały czas bębni się, jak to źle media wpływają na rozwój dziecka, że mowę zaburzają, myślenie, kręgosłup się krzywi, a teraz zmuszają nas do sadzania dzieci przed ekranem i robienia czego? Słuchania poleceń! tylko i wyłącznie, bo nie jestem w stanie wziąć ich za rękę i poprowadzić chociażby głupiego kółka graniastego. Owszem, są nauczyciele, którzy bezczelnie przepisują przewodnik, albo nawet nie przepisują, tylko robią kopiuj-wklej z publikacji multimedialnych wydawnictwa. To już sprawa ich sumienia. Dla mnie jest to karygodne i z szacunku do moich dzieci i ich rodziców nie odważyłabym się tego zrobić. Poza zajęciami udostępnianymi, które podkreślam, najpierw trzeba przygotować, piszemy plany miesięczne i sprawozdania. Tak, płacą nam, ale też wymagają, co jest zrozumiałe. Uwierzcie mi, my musimy wykazać realizację podstawy programowej i pracę zdalną, która będzie potwierdzona mailami, zdjęciami, screenami z wpisami na grupach dla rodziców. To nie jest tak, że siadam do sprawozdania i rozpisuję, a dobra, tu sobie wpiszę, że dałam dzieciom zadanie: zróbcie 10 przysiadów i zajęło mi to 2 godz, a tam sobie wpiszę, że film to robiłam 3 dni. Nikt w to nie uwierzy!
    Dlatego ja chcę bardzo, ale to bardzo wrócić do normalnej pracy, do dzieci i kontaktów z rodzicami. I nie mam pretensji o to że każą nam wrócić. Mam w grupie dzieci mundurowych i służby zdrowia i chociażby dla nich warto. Ale do cholery niech to będzie jakoś zorganizowane. Wygląda to tak, że o godz. 10 rodzice, nauczyciele, burmistrzowie siedzą jak na szpilkach w oczekiwaniu na konferencję prasową, bo wcześniej nikt z władz nie mówi nic. Konferencja bez żadnych wyjaśnień rozpoczyna się 20 min po czasie, trwa 45 min i przez te 45 min poza samochwałką jest powiedziane tylko że od 6 maja otwieramy przedszkole i tym się zajmą samorządy. Więc w tym momencie burmistrz albo wójt dowiaduje się, że musi szybko zwołać naradę dyrektorów, skontaktować się z sanepidem i dowiedzieć ile rodziców w miejscowości potrzebuje opieki. W tym samym czasie rodzice słyszą, że przedszkola od 6 maja są otwierane, więc dzwonią do nauczycieli, dyrektorów z pytaniami, ze zgłoszeniami dzieci, telefony się urywają, a jak nie odbieram to 20 wiadomości. Później się oburzają, że nikt nie jest w stanie im udzielić informacji, nie wiedzą co mają mówić swoim pracodawcom, czy oni sami będą mieli przedłużoną pracę zdalną, o zasiłku już nie wspomnę. To jest jeden wielki cyrk!
    Czy nie można tego zrobić odpowiedzialnie? Przecież wystarczyłoby, żeby dzień przed konferencją rozesłali pisma do urzędów, że od 6 maja przedszkola mają być otwarte, może przebywać tyle dzieci w grupie, nie można robić tego, trzeba robić to i to… Wtedy samorządy się przygotowują, dyrektorzy już opracowują procedury bezpieczeństwa, a rodzice dowiadują się z konferencji i jak dzwonią to mamy im już do przekazania konkretne informacje. Gdyby były konkretne wytyczne to każdy by się dostosował, bo wiedziałby jakie zasady mają obowiązywać i na jakich warunkach ma to działać. Mi na prawdę nie chodzi o zagrożenie dla mnie, bo macie rację, są zawody bardziej narażone. Ale oni mają zapewnione środki bezpieczeństwa, działają wg ściśle określonych zasad. My na ten moment nie wiemy nic. Nie wiem czy mogę wziąć dziecko za rękę, a co dopiero pomóc mu w toalecie, czy wytrzeć nos jak płacze. I dlatego tym bardziej jest mi przykro, że rodzice wylewają na nas tyle hejtu. Skoro tak Wam się nie podoba praca zdalna nauczycieli to podpowiedzcie nam jak mamy ją wykonywać, żeby było Wam łatwiej? Znajdźmy wspólne rozwiązanie, a nie wylewajmy na siebie wszystkich żali, bo o ile to spłynie po nauczycielach, którzy kopiują przewodnik, o tyle bardzo rani nauczycieli zaangażowanych. I nie mówcie nam, żebyśmy zmienili pracę jeśli nam się nie podoba, bo my to samo możemy powiedzieć Wam. Jeśli nie podoba Wam się praca zdalna w domu i opieka nad dzieckiem to zmieńcie pracę albo oddajcie dziecko. O to chodzi we wspólnej relacji? Chyba nie.

  2. Nie porównujmy małych dzieci do osób dorosłych, a sklepu do przedszkola. Dzieci nie ustawimy w kolejce przestrzegając właściwych odległości, nie wydzielimy taśmą przestrzeni do zabawy, ani nie usadzimy ich na krzesełkach na cały dzień. Nie trzeba pracować z dziećmi, wystarczyłoby trochę wyobraźni, żeby zrozumieć, z jakimi dylematami musimy się mierzyć wracając do przedszkola w tym czasie.

  3. Zgadzam się z tym wpisem w 100%. Moje dzieci uczęszczały przed pandemią do przedszkola i żłobka. Ja pracuję w domu i to oczywiste, że dzieci bardzo w tym „przeszkadzają”, ponieważ chcą mieć ze mną stały kontakt. Ot, widzą mnie, więc chcą do mamy. Jest mi potwornie ciężko, przekłam pracę, piszę po nocach. Jednak od 6 maja dzieci do placówek nie zawiozę i nie zrobię tego dopóty, dopóki nie będę pewna, że sytuacja jest bezpieczna (a nie, że zbliżają się wybory i trzeba pokazać, że wszystko jest w porządku). Rozumiem ten pomysł z ekonomicznego punktu widzenia, ale nie mam zamiaru brać w nim udziału. Dobrze nazwała to Pani – eksperyment.

    Co do niektórych komentarzy, nie zgadzam się z tym, że praca zdalna każdego nauczyciela to wysłanie kilku linków, zadań i zbieranie za to pieniędzy. Być może jest tak w szkołach Państwa dzieci – w takim razie rozumiem rozgoryczenie. Czuję się jednak w obowiązku stanąć w obronie nauczycieli przedszkolnych, ponieważ „nasza Panie”, pomimo tego, że do przedszkole a nie szkoła, nie tylko wyszukują i wysyłają materiały. Nagrywają również filmiki dla dzieci, które udostępniają nie ma „codziennie” tak, aby dziecko w sposób wirtualny wraz z nimi wykonywało zadania. Nagranie takiego filmu, odpowiednie ucięcie go w taki sposób, by „zmieścił się” np. na Facebooku lub na poczcie, wykonanie wszystkich zadań – zajmuje to sporo czasu. Mój przedszkolak wraz ze swoimi kochanymi paniami nadal uczy się wierszyków, liczy, poznaje świat, uczy się angielskiego. Zdarza się, że Pani nagra dzieciom czytanie bajki na dobranoc. Czytała im również specjalne bajki i wiersze o wirusach, nauczyła je wierszyka „do mycia rąk”, pokazała obrazki, zrobiła prezentację. Mogłabym tak wymieniać, ale i tak zanadto się rozpisałam. W każdym razie wkładają w to mnóstwo pracy i serca.

  4. Jakie testy, o czym mowa? Do testów nie ma prawa nawet najbardziej narażona służba zdrowia. Mąż jest strażakiem oni do nie dawna mieli 4maseczki na samochodzie gdzie obsada wynosiła 6ludzi!!! O żadnych testach nie było nawet mowy. To wszystko to fikcja! Rząd pozwala a Wy (nauczyciele, dyrekcja, samorządy) musicie sobie poradzić bo przecież oni są tacy wspaniałomyślni ale jak nie wyjdzie to czyja to będzie wina???

  5. To jest chore… i oby nie było bardzej chore za chwile w rozumieniu zwiekszonej ilosci chorych nauczycieli i dzieci…. dzieci nie zachowaja dystansu, dzieci nie przstana dłubać w nosach i kichać bez zatkania ust i nosa , dzieci nie przestaną robić wielu innych rzeczy, bo tego nie rozumieją!!! Kto pracuje w przedszkolu wie też jak chore dzieci rodzice potrafią przyprowadzać… b przecież musza pracowac… czy teraz sie to zmieni? mam obawy… pracuje w przedszkolu. mam w domu 2 własnych dzieci w szkole podstawoej, boje sie o własne i ich zdrowie i zycie… Boje się, że za chwile obudzimy się z rekami nie w nocnikach ale w szambach….

  6. Zgadzam się z 100 % z autorka artykułu. Mnie jako rodzica 20 miesięcznego synka najbardziej zdenerwował zapis w wytycznych : Przekazanie rodzicom informacji o czynnikach ryzyka COVID-19 zarówno u dziecka, jego rodziców lub opiekunów, jak i innych domowników oraz o odpowiedzialności za podjętą decyzję związaną z wysłaniem dziecka na zajęcia, jak i dowożeniem dziecka do instytucji. To nie my powinnismy wziąć na siebie ta odpowiedzialność tylko nasz rząd dla którego najważniejsze są wybory! Każdy rodzic, który nie musi stawać przed trudnym wyborem czy wysłać dziecko do żłobka czy pójść bo pracy bo inaczej może ją stracić wybierze pozostanie w domu z Maluchem. dzieci kojarzą żłobek z zabawą , Paniami które przytuliły kiedy tego potrzebowały a teraz obawiam się , że będą kojarzyć im się ze strachem. Panie muszą przestrzegać reżimu sanitarnego a maluch jak zobaczy Panią w rękawiczkach , fartuchu , rękawiczkach i przyłbicy to będzie jej się po prostu bał. Rozczarowana jestem , że kosztem naszych dzieci naszych rodzin i załogi pedagogicznej oraz ich rodzin rząd chce luzować gospodarkę.Małe dziecko nie rozumie jeszcze tego wszystkiego i tego jak postępować. Jak wytłumaczyć dziecku który ma 1 czy 2 latka ile razy dziennie ma myć raczki ?

  7. A czy ekspedientka w sklepach przeprowadzają testy? One chyba mają gorzej. Ludzie objęci kwarantanna wychodzą na zakupy… one też mają rodziny. Czy nauczyciele są w czymś lepsi niż Pani że spozywczaka?

    1. Oczywiście, ze nie 🙂 ja pisze z perspektywy nauczyciela, a kwestia wykonywania testów powinna dotyczyć każdego zawodu, który jest narażony na bezpośredni kontakt z innymi osobami – w równym stopniu. Pozdrawiam 🙂

    2. Panie ekspedientki mają pleksy przylbice i maseczki. Jest to jakaś forma zabezpieczenia. Nasza praca niestety z takim asortymentem nie jest możliwa. Proszę to wziąść pod uwagę przy okazji kategoryzowania zawodów na lepsze i gorsze.
      Zeby nie bylo: bardzo szanuje osoby dzięki którym mogę zakupić jedzenie w sklepie.

  8. Co do odpadów jestem w stanie odpowiedzieć bo się tym zajmuję: maseczki i rękawiczki używane przez osoby potencjalnie zdrowe jako środek zapobiegawczy traktuje się jako odpady komunalne czyli normalnie wyrzuca do śmietnika.Można je ewentualnie zapakować w dwa worki (jeden w drugi).

  9. Droga Matko.
    Jestem Matką i jestem Nauczycielem.Realizuje zadania wysłane przez innego nauczyciela pracujac ze swoim dzieckiem. Bo ten Nauczyciel szukał linków do stron, kart pracy i opracował tematy na cały tydzień. Siedzę na dupie jako matka z moim dzieckiem i robię to co mam do zrealizowania. Później siadam na dupie i szukam linków, tworzę prezentacje, karty pracy, zadania i wiele innych rzeczy bo jestem Nauczycielem i chce by ,,moje” dzieci mogły przy pomocy swoich matek/ojców poznać i nauczyć się tego czego nie mogę im przekazać osobiście. Wirus nie jest wymysłem leniwych nauczycieli, którzy w końcu wpadli na to jak zostać w domu i Was kochani rodzice zgnębić do konca.
    Ja jako matka NIE wyśle swojego dziecka do przedszkola bo mam swój rozum. To nie jest jeszcze bezpieczny czas, a na bezpieczeństwie najbardziej nam zależy! Nie narażajcie swoich dzieci bo macie ich już dość w domu i chcecie mieć spokój.!

    1. Z tymi przedszkolami to jest jakiś żart, to niech puszczą dzieci do szkoły co inne są. Masakra co te debile robią z ludźmi. Przed wyborami otwieraja a po wyborach pozamykają. Zakłamane PiSOWSKIE świnie.

  10. Zgadzam się w 100%. Pracuję w prywatnej placówce, do tej pory byłam na zasiłku opiekuńczym(chociaż w ramach „pomocy” wysyłałam również materiały dla dzieci). Wiem, że moja dyrektor na pewno otworzy przedszkole. Teraz nie wiem jak to będzie wyglądało, czy będę mogła nadal korzystać z tego zasiłku, czy będę musiała wrócić (a raczej na pewno :(). A wraz ze mną- dwójka moich dzieci, dla których nie mam opieki. Jestem przerażona, mnóstwo myśli w głowie i uczucie niemocy….

    1. Jestem w identycznej sytuacji! Nie wiem co mam robić. Do pracy muszę wrócić, a nie mam nikogo do opieki nad moimi dziećmi! Sytuacja jest tragiczna.

  11. A co mają powiedziec Sklepikarze … policja… banki…urzędy… kurierzy…poczta…lekarze oni pracuja odkad jest pandemia i narażeni sa najbardziej i nie mają płatnego za siedzenie w domu więc podnieść dipy i do roboty

    1. Oczywiście, ma Pani racje. Niepotrzebna jest ta złość. Nauczyciele pracują zdalnie, chciałabym przypomnieć i osobiście mam tego dosyć. Nie, nie siedzimy na dupie. Podejrzewam, ze pracujemy więcej niż w normalnej sytuacji. Chętnie bym bezpiecznie wróciła do pracy. Ale nie w sytuacji, kiedy kosztem nauczycieli i dzieci próbuje się zrealizować wybory. Sprzedawcy i inni, którzy nadal pracują nie maja do bliskiego czyniena z dziećmi, które nie są w stanie w pełni zrozumieć sytuacji i zastosować sie do wszystkich wytycznych. Opieka nad dziećmi to duża odpowiedzialność. Strach jest uzasadniony. Dużo zdrowia i spokoju 🙂 pozdrawiam 🙂

      1. Ci, ktorzy nie pracują z dziecmi nie zrozumieją!!!! Ja też się boję powrotu do przedszkola w tym momencie!!! Nie wyobrażam sobie nie przytulić dziecka, gdy coś mu się stanie, puścić je samo do łazienki – pracuję z maluszkami- lub nie pomoc przy rozbieraniu i ubieraniu przed i po leżakowaniu. Teoria sobie a praktyka sobie. Jak zwykle. Ale kogo to obchodzi? Ci tam na górze nie pamiętają o podstawowych psychicznych potrzebach małego dziecka więc nie liczmy na ich rozsądek. Mam tylko nadzieję, że rodzice moich przedszkolaków są na tyle odpowiedzialni, żeby ani oni ani dziecko nie miało kontaktu z osobami chorymi lub będącymi na kwarantannie. Inaczej zasilimy grono zarażonych. Oby nie!!!!

        1. Zdalne nauczanie ? Wysłanie zadania poczta lub linka do strony to się nazywa zdalne nauczanie ? Płacone macie nawet za nadgodziny których nie realizujecie. Ubierz maskę jak się boisz. Dzieci dokładnie wiedzą co się dzieje w kraju. Policjant czy straż graniczna szarpie się z ludźmi i również mają kontakt. W banku obsługują ludzi dotykając brudne pieniądze. Urzad musi obsłużyć petentów. Wy tylko nauczyliscie się płakać. PiS się za was weźmie tylko wygrają wybory

          1. Jakby Pani pracowała jako nauczyciel inaczej by Pani mówiła. Jestem nauczycielem przedszkola i dodatkowo nauczycielem wspomagajacym dziecka autystycznego i myśli Pani,że nie chciałabym wrócić do pracy. Zależy mi na dzieciach i „moim autystku”, ale wiem z jakim to wiążę się ryzykiem.
            I proszę nie wrzucać wszystkich nauczycieli do jednego worka, ja osobiście pracuje z moimi dzieciakami i jestem w stałym kontakcie z mamą
            i dzieckiem autystycznym. I ja realizuje swoje nagodziny,za które nie otrzymałam ani złotówki. Smutne są takie komentarze

          2. Matka,śmieszna Pani jest.2 letnie dzieci albo nawet młodsze w żłobku wiedzą i rozumieją sytuację ? Z pewnością będą zachowywać odległość od siebie. Jak Pani nie zna tematu to proszę się nie wypowiadać bo jest Pani śmieszna.

          3. Bardzo, bardzo żałuję, że nie może Pani zobaczyć, jak wygląda moja (i nie tylko) praca zdalna z przedszkolakami. Być może wówczas zmieniłaby Pani pogląd na pewne kwestie. Ja osobiście, podobnie jak autorka artykułu, bardzo chętnie wróciłabym do pracy, ale pod warunkiem, że bezpieczeństwo dzieci, moje i wszystkich pozostałych osób będzie zapewnione. Na chwilę obecną nie mamy gwarancji, że dostaniemy środki ochrony osobistej, jak np. panie w banku. A co do urzędów – była Pani ostatnio w jakimś.
            Pozdrawiam serdecznie.

          4. Do ,,MATKA”.
            Szanowna Pani! Moja żona jest lekarzem i codziennie jest narażona na kontakt z osobą zarażoną. Opiekę nad dziećmi musiałem przejąć z uwagi na to że teściowa będąc w grupie wysokiego ryzyka (pacjent onkologiczny) nie może się zajmować wnukami. Ze łzami w oczach dzieci widziała z balkonu. Ja sam będąc fizjoterapeutom wracając do pracy będę narażony. Dzieci dosłownie wchodzą nam już na głowy bo są nie ,,wylatane” mówiąc kolokwialnie. Ale nikt nie narzeka a już tym bardziej nie obraża. Współczuję tylko Pani dzieciom bo będą chyba wychowywane w duchu nienawiści sądząc po Pani wpisie. Obym się mylił. Ale niech Szanowna Pani pamięta że dzieci są doskonałymi obserwatorami.
            p.s.
            I o to chodzi wszystkim rządzącym. Dziel i rządź. Nienawiść, skłócenie i jad.
            Pozdrawiam.

          5. Moja mama ma 58 lat i jest nauczycielką w przedszkolu. Wszystko jest takie proste i oczywiste gdy człowiek nie jest w czyjejś skórze 😉 Dla mojej mamy w tym wieku nie łatwo jest realizować program online, pomagam jej jak mogę, dotychczas nie miała obowiązku aby to robić, natomiast w tej chwili jest z tego rozliczana i sprawdzana. Dla niej jest to też stres, że nie potrafi czegoś zrobić podczas pracy przy komputerze, że zajmuje jej to tyle czasu, wcześniej potrzebowała podstawowych rzeczy, z którymi sobie radziła, typu wyszukanie czegoś w internecie, czy pisanie jakiegoś tekstu w wordzie. O wiele bardziej chciałaby pójść do normalnej pracy bezpośrednio z dziećmi. Takie wzajemne obrażanie czyjegoś zawodu jest po prostu przykre. Ja nie wytrzymałabym z tyloma dziećmi w jednym pomieszczeniu przez 5 minut, ciągłe wrzaski, krzyki, płacz. Podziwiam mamę za to, że przepracowała tyle i nadal chce i daje radę. Każdy ma taki zawód jaki sobie wybrał czy to z powołania czy nie. Mowa o tym, czy jest sens otwierać przedszkola w tym momencie? Nie jest to według mnie logiczne, w takim razie po co były zamykane? Małe dzieci nie rozumieją tego, że trzeba trzymać dystans, myć często ręce, chodzić w maseczkach. I jak wytłumaczyć, że nie może bawić się tak jak do tej pory z kolegami i koleżankami? Każde będzie miało wydzielone taśmą swoje miejsce w przedszkolu, poza którym nie będzie mogło wyjść? Jak dziecko zacznie płakać, to czy Pani z przedszkola może podejść i je pocieszyć? Czy może pomóc mu się ubrać, podetrzeć pupkę w toalecie gdy dziecko nie umie? Praca z dziećmi jest specyficzna i nie da się objąć do końca w jakieś ramy i żelazne warunki, bo to są dzieci 😉 A co z rodziną dziecka? Czy w takim razie dziecko wracając do domu z przedszkola już nie przekaże żadnego wirusa od innych dzieci?

      2. Pani MATKA, a czy Ci ludzie którzy pracują od początku pandemii pracują z bezbronnym dzieckim, któremu trzeba pomóc przy ubieraniu, podczas czynności higienicznych, przytulić gdy jest mu smutno, wytrzeć łzy, pokarmić? NIE. Ci ludzie mają zabezpieczenia, ludzie z którymi się kontaktują też mają obowiązek zachować wszelkie środki ostrożności typu maseczka, rękawiczki, ograniczona liczba osób w pomieszczeniu itp. Czy dzieci będą w przedszkolu w maseczkach i rękawiczkach? Czy zachowają odległość i wszelkie środki ostrożności? Czy będzie 1 dziecko na 15m²? Czyli maksymalnie 3 w sali? Niech Pani to przemyśli i szczerze sobie odpowie na te pytania. To jest troszke inna specyfika pracy. Bardzo chętnie wrócę do pracy, bo tęsknię za moimi dzieciakami i mam dość zdalnej pracy. Tylko czy będę miała zapewnione bezpieczne warunki, tak jak pracownicy których Pani wymieniła? Szczerze w to wątpię.
        Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia.

        1. Zgadzam się z „nauczyciel”. Z całym szacunkiem dla pań pracujących w sklepach, na poczcie i innych narażonych.. my możemy stanąć na głowie ale maluchy nie będą chodzić w maskach – a dla ich bezpieczeństwa byłoby to przecież wskazane, będą przynosić .. z domu do domu… I nie zapanujemy nad tym… Nauczyciele, pomoce nie będą w stanie zachować bezpiecznej odległości – w toalecie, przy posiłkach, na spacerze . Chcę wrócić do pracy, ale jest za wcześnie żeby wysłać maluchy do przedszkola. Boję się że zarazimy swoich starszych rodziców, dziadków… nie poślę swojego dziecka bo to bylaby głupota.

    2. Droga Pani , chyba widzi Pani różnicę pomiędzy sklepikarzem a nauczycielem przedszkola? Pani komentarz jest co najmniej nie na miejscu .Zna Pani specyfikę pracy z małymi dziećmi ?Proszę na przyszłość zastanowić się bardziej nad wypowiedziami umieszczanymi .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *